Okazało się, że drogę na plażę nie było łatwo pokonać. Szły długo. Im dłużej tym ciężej było wdrapać się im na dużą górę, bo między innymi to właśnie tą przeszkodę musiały pokonać. Było też wiele innych utrudnień na drodze, np. ogromne jezioro, które zagradzało drogę do bardzo gęstego lasu. Ale to nie wszystko. Na drodze czekało je jeszcze dużo innych rozmaitych przeszkód. Ostatnią z nich była bardzo ale to bardzo wyboista i kręta dróżka z którą wadery już ledwo co sobie poradziły. Gdy dotarły na miejsce nie miały już nawet siły, aby postawić te parę malutkich kroczków do wody, tylko położyły się i zasnęły ze zmęczenia. Potem to już ja musiałem je zanosić z powrotem do Watahy.
-Boże!-mówiłem.-Jakie one ciężkie.
Tam gdy dotarliśmy ja również musiałem odpocząć więc się położyłem i zasnąłem.
-Wadery miały rację.- powtarzałem sobie.- To rzeczywiście był duży wysiłek, aby trafić z powrotem do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz